środa, 18 października 2017

938. U weterynarza

  Ludzie nas oszukali, tudzież wyrolowali i pod pretekstem wyjścia na spacerek zabrali nasze kocioosoby do Pana Weterynarza. Zbliżał się dzień naszego corocznego szczepienia i ogólnie kontrolnego badania, czy żartując przeglądu, a że nam się zapomniało, to daliśmy się nabrać. Po otworzeniu drzwi okazało się, że aura nie sprzyjała, gdyż padał deszcz. Dlatego też zamiast naszą kociorvettą, nasi Właściciele zdecydowali, że pojedziemy innym pojazdem, czyli samochodem. W czasach kociątka nawet lubiłem jazdę autem, ale aktualnie trochę mi się pozmieniało. To chyba po Niebieściuchu, który od zawsze nie przepadał za podróżami. Ale nie tylko. Również za Pańcią zacząłem doświadczać choroby lokomocyjnej i ani myślałem, by dać się zamknąć w mechanicznej puszce na czterech kółkach. 


-Samochód: wypraszam sobie! Gdyby nie ja Kociska by zmokły! :)

 Pańcia poinformowała nas, że to tylko ok. 3 km, rowerem byłoby bliżej, ale to przecież żaden dystans, następnie nakazała nam nie marudzić, po czym uspokajała nas, kiedy śpiewaliśmy, patrząc przez szybę. Mówiła do nas nieustannie, intonacją niezbyt dorosłą,  a potem przyznała Pańciowi, że ją to zmęczyło. 
A w gabinecie jak zawsze zostaliśmy zbadani, zaszczepieni, zważeni. Ponownie Pan Weterynarz pochwalił naszych Ludzi, że potrafią utrzymać nasze wagi, a szczególnie moją. Wszak ani nic nie schudłem, ani nic nie przytyłem w ciagu roku. Całe 8,23 kg! Jak 12 miesięcy temu! Człowiekowate nie mogły się nadziwić, jak ja to robię przy takich obżartuchowych skłonnościach.  Niebieściuchowi na szczęście waga wzrosła, o 200 gr, gdyż w poprzednim roku o tej porze chorował na Zespół Hornera i schudł do 3,98kg. Pan Wetrynarz zażartował, że Mufasa stał się bardziej umięśniony! Może Rusek ćwiczył po nocach? :)
- Olbrzymie pilnuj się
A po powrocie do domu natychmiast przystąpiliśmy do harówek: ja koszykowej, Mufi kocykowej :) 


:)