poniedziałek, 2 września 2019

1046. Zza pewnego Mostu...


Podczas moich harówek spankowych, gdy wpadam w objęcia Morfeusza, ale nie jednego z braci Mufasy, tylko takiego innego, bywa że miewam takie sny, aż trudno je potem opisać. Tym razem pomimo że spałem, to czułem się bardzo świadomy tego, co się dzieje. Nie wiedzieć kiedy, wyczłapałem się z legowiska i stanąłem pod drzewkiem w ogródku. Przyciągnął mnie pod nie jakiś głos, a nawet kilka. Nagle zmieniła się sceneria i zamiast znajomej mi zielonej trawy i liści, moim Olbrzymowym oczom ukazał się pewien tajemniczy Most. Nie wyglądał zwyczajnie, a bardziej baśniowo, otaczała go paleta pięknych barw, zarówno z przodu, jak i tyłu. Jego zagadkowość dopełniała unosząca się nad nim lekko widoczna mgiełka. Mgiełka ta pokrywała także kładkę mostu,
a przejście przez niego z jakiegoś powodu wydawało się dla mnie niemożliwe. Po chwili zrozumiałem, że to Most, przez który w swoim czasie przeszli moi zacni Przodkowie, tudzież brat Klimber i dawna Sąsiadka Filemoncia Biała. Gdy tylko o nich pomyślałem, jakby na zawołanie ukazali się mojej kocioosobie w pełnej krasie. Dzielił nas dywan złotych liści, mieniący się w enigmatycznym świetle. Ta niewytłumaczalna sytuacja tak bardzo mnie zdumiała, że przez chwilę zapomniałem zamruczeć choćby słówko. W końcu wziąłem się w garść i zawołałem:


-Tatko Konsul, Pradziadzio Pavarotti, Klimber? To naprawdę Wy? 
-Tak, to my kochany Ursusie! Jest nas tu więcej, ale tylko nas widzisz.
-Widzę jeszcze Filemoncię Białą...
F:-Chciałeś pomruczeć wyniosłą Hrabinę i Białaskę?
U:-No, nie to nie tak...;)
-Oj wiem, wiem Olbrzymie, mam swoje za pazurkami, gdy jeszcze przechadzałam się po ziemskich chodnikach i alejkach, a Twoi Ludzie oczarowani moją kocioosobą, zaprzyjaźnili się ze mną. Ich ubóstwiałam, a Was nie znosiłam. Głupia obraziłam się. Przykro mi i chcę Ciebie oraz Mufasę za to przeprosić, teraz gdy już posiadłam pełnię poznania po drugiej stronie Mostu, zrozumiałam, jak bardzo byłam dla Was niesprawiedliwa i wredna. Aktualnie śmigam po Ogrodzie za Mostem z wszystkimi Kotami, również z Twojej maine coonowej Rodziny.
-Filemonciu, Ty naprawdę to mruczysz? Gdyby moi Ludzie to usłyszeli, to by się wzruszyli!
-Wiem, ale oni to wiedzą. Niczym, jak Czarnulka Luna, która wciąż broi na ziemi, odwiedzam Twoich Ludziowatych w snach. 


Kochana Filemoncia
-A Pradziadzio? Tatko i Klimber? Co u Was?
-Drogi Ursusiku za wiele nie możemy Ci zdradzić, sam kiedyś się dowiesz, ale sheby na drzewach,  życie z dala od chorób i zła wszelkiego, to wielki atut Tego miejsca. 
-A kiedy mogę do Was dołączyć?
-Na razie Prawnusiu nie zawracaj sobie tym głowy i pędzelków, masz Twoich Ludzi i Mufiego-Mufasę, przyjdzie czas, ale jeszcze nie teraz. Po co masz martwić Ludzi? Żyj swoim Olbrzymowym życiem, ale nie pędzluj zbyt dużo jedzonka. Dowiedzieliśmy się, bo wiemy wszystko, że nawiązaliście znajomość ze starym wyjadaczem Kasprem, który w grudniu skończy 19 lat. 
-Rzeczywiście, jego Pańcio przeżył śmierć kliniczną w wieku dziecięcym i niedawno już dwa razy prawie umarł. Zasłabł w kościele i potrzebny był ambulans. Zdradził co nieco, ale jego Kot chyba nad nim czuwał. Ale nie tylko- Ktoś znacznie potężniejszy;)
-Synku, Kasperowi niewiele już zostało, w jego przypadku każdy przeżyty dzień, to już coś. Widocznie ma misję towarzyszyć swojemu Pańciowi. 
-Klimberku, a wiesz, że zostawiłeś po sobie lukę na kocim ranczu i wiele wspomnień? Twoi Ludzie i reszta kociej ferajny bardzo za Tobą tęsknią...
- Wiem Ursusiku, jestem przy nich stale, choć mnie nie widzą....
Ale nie martw się o mnie, mam tu wszystko, czego kocia dusza może zapragnąć....

Nagle z nadmiaru emocji przebudziłem się, ale jeszcze długo stałem pod drzewkiem w nadziei na spotkanie Kocioosób i ujrzenie tego Mostu....