czwartek, 17 stycznia 2008

39. Kotomania

Zamieszczam niedawno znaleziony ciekawy tekst z czasopisma "KOT". Czy Wy, drodzy Czytelnicy, też macie takie doświadczenia?  Moja Pani i Pan raczej tak..... Poczytajcie sobie, a ja tymczasem wyczyszczę Mufasie futro. Zdaje się, że trochę się wybrudził...
"Jaki kot jest piękny, każdy widzi. Ale nie każdy wie, jakie niebezpieczństwo może być przebywanie z nim. Ostrzegam! Koty przenoszą choroby. Lecz nie będę pisał o toksoplazmozie czy wściekliźnie. Chodzi mi o chorobę atakującą umysł. A mianowicie o kotomanię (Manius felinisus). Nie wiadomo, co wywołuję tę chorobę, lecz jest ona zaliczana do chorób z rodzaju Manius, a konkretnie Manius animalius, (są to manie na temat zwierząt). Ta choroba rozpowszechniona na całym świecie. W Polsce nie występuje tak często, jak psomania (Manius canisus), lecz z każdą chwilą liczba chorych wzrasta. Atakuje ona osoby w różnym wieku, a najnowsze badania wykazują, że w niektórych przypadkach może być przenoszona genetycznie.

    Objawy:-Trzymanie kota w domu. Im bardziej rozwinięta kotomania, tym osoba trzyma więcej kotów.
-Pomaganie bezdomnym kotom.
-Bardzo często chory nie może pozbyć się myśli o kotach.
-Czytanie pism felinologicznych.
-Rozpieszczanie kotów na różne sposoby i wydawanie masy pieniędzy, aby umilić im życie.
-Agresja w stosunku do ludzi krzywdzących lub chociaż źle mówiących o kotach.
-Trudności z rozmawianiem na inny temat, niż kot.
-Chory często przekłada koty nad ludzi.

    Co przenosi tę chorobę?    Wszelkie kontakty z kotami i osobami zarażonym kotomanią. Oglądanie programów o kotach i czasopism felinologicznych. A także czasami bycie dzieckiem chorego na kotomanię. Na szczęście nie wynaleziono żadnej szczepionki na tę chorobę. Spotyka się przypadki osób, które zachorowały na kotomanię, choć wcześniej miały psomanię. Można spotkać osobniki całkowicie odporne na działanie kotów, na szczęście coraz rzadziej. Ja sądzę, że każdy powinien mieć jakąś zwierzomanię. Dzięki temu coraz mniej zwierząt byłoby chorych, smutnych bezdomnych".


Fragment  Miesięcznika "Kot", nr 10/2006 rok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz